piątek, 29 marca 2013

Festiwal życzeniowej głupoty

No i zaczęły się pojawiać pierwsze zwiastuny tego, co na dniach zaleje nasze mailowe i SMS-owe skrzynki - smaczne jajeczka, kolorowe pisanki, żwawe zające i króliki (tak, tak), mokre dyngusy (jakby ktoś znał suche?) itp. głupoty. Głupoty bezmyślnie przesyłane dalej, obowiązkowo zwieńczone rymem częstochowskim. Wszystko urągające nie tylko dobremu smakowi (o gustach, rzecz jasna, dyskutować nie będziemy), ale przede wszystkim powadze i wadze TYCH świąt.

Chyba właśnie ważność Wielkanocy nas onieśmiela i powstrzymuje przed pisaniem szczerze. Albo blokuje przed dotarciem do pokładów naszych serc i pokazaniu światu - temu najbliższemu: rodzinie i znajomym - że my przecież jesteśmy katolikami. I jajka jajkami na te święta (jako synonim biesiadowania), ale to Chrystus jest w centrum Wielkanocy - przez Niego, z Nim i w Nim te święta mają tylko sens. Bo czym jest Wielkanoc bez religijnego wymiaru? Ano właśnie zajadaniem się, np. jajkami.

Na próżno tego szukać zarówno na przeważającej w ofercie sklepów większości pocztówek, a tym bardziej w wypełniających je słowach. Jeśli kartki - nawet te nieładne, komercyjne - mają być wyrazem pamięci o kimś, z kim kontaktujemy się tylko raz czy dwa do roku, to może akurat warto wysilić się na kilka prostych słów - za to od siebie? Nauczona z domu, by do takich okazjonalnie wysyłanych kartek pisać parę słów o sobie, od siebie, zachęcam i innych. Na pewno nie będzie to gorsze, a tym bardziej głupsze od zajęcy skaczących po stole, tudzież w ogrodzie, między rymami częstochowskimi okraszonymi... dyngusem.

Fot. poznański ratusz w wydaniu wielkanocnym

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz