poniedziałek, 23 grudnia 2013

Pamiętajmy

Na Facebooku przypomnienia:
NA WIGILIĘ POLECAM ZAPROSIĆ JEZUSA.
URODZINY BEZ SOLENIZANTA SĄ DO BANI.

A ja dorzucam od siebie parę miłych (i dobrych) dźwięków dla Jezuska (polecałam to już przed rokiem ,ale że żywot pastorałek krótki, to odkurzam):


Prawdziwe miejsce dla potrzebujących

Pewnie jutro przy nakrywaniu wigilijnego stołu w wielu domach pojawi się dodatkowe puste nakrycie - dla potrzebującego wędrowca, dla kogoś przybywającego znienacka. Ale czy naprawdę? Ile w tym tradycji, ile gotowości i otwartości na potrzebującego, a ile pustego gestu.

O tym, że w niektórych domach nie jest to pusty gest, świadczy poniższy tekst o małżeństwie, które od 25 lat zwozi do siebie - bez żadnej instytucjonalnej czy organizacyjnej pomocy - bezdomnych na prawdziwą, rodzinną wigilię.

Piękne..

niedziela, 8 grudnia 2013

Szlachetna paczka pod oknem

Przez cały weekend do szkoły podstawowej przy ul. Traugutta przyjeżdżali mikołajowie. Samochody mniejsze i większe, zawsze wypakowane po dach, tak że na pomocników do noszenia nie zostawało już miejsca na siedzeniach. Ale to nic - ledwie ktoś podjechał na boisko zamienione w parking na te dni - młodzi wolontariusze wyskakiwali przed budynek, ochoczo chwytając paczki niezliczone. A było co nosić: kartony każdej wielkości, pięknie, kolorowo opakowane pakunki, sanki i inne nieforemne sprzęty. Dla kogo? Dla adresatów szlachetnej ogólnopolskiej już od kilku lat akcji Szlachetna Paczka. Doprawdy budujący to widok! A tym bardziej budujący, gdy do człowieka w ostatnich tygodniach zewsząd napływają sygnały o zaangażowaniu społecznym w tę akcję. I nie chodzi wcale o kolejnych aktorów, sportowców, polityków, którzy się angażują i poza wsparciem finansowym użyczają też swojego wizerunku akcji. Nie o wizerunek i public relations mi chodzi, lecz o integrację, jaką stwarza właśnie ta akcja.


Wystarczył jeden mail dwóch koleżanek, który w tym roku postanowiły zabawić się w mikołaja, do ok. 40 osób i ogłoszenie w firmie. Akcja była spontaniczna, więc wpłaty musiały nadejść w 3 dni. Przyszły - z nawiązką, z radością, że ktoś w pobliżu podjął się tego trudu, wziął na siebie ciężar odpowiedzialności, zakupów, pakowania. Do tego doszła pomoc w zakupach, dostarczeniu gotowych paczek z listy. Do obdarowania ojciec samotnie wychowujący dwoje dzieci. Potrzeba wszystkiego, co na co dzień w domu konieczne - od ubrań, przez pomoce szkolne, po żywność i detergenty. Parę marzeń dzieci też zdradziły (zabawki). Dwa dni zakupów i pakowania, by w sobotę do wspomnianej szkoły przyjechało 13 pokaźnych paczek - każda zapakowana, ale i oznaczona specjalnym kodem pozwalającym w systemie identyfikować paczki dla konkretnego odbiorcy. Tak by w milionach przesyłek nic się nie pomyliło, by zimowe buty rozmiar 41 trafiły do mężczyzny takowych potrzebujących, a lalka-bobas ucieszyła kilkuletnią dziewczynkę.

Dwa dni noszenia, ładowania, transportów, by ta wielka machina rozpędzana z każdym rokiem coraz bardziej przez ks. Stryczka i jego dzielnych pomocników mogła co roku dać tysiącom ubogim ludziom dostatnie Święta i dobry start w nowy rok. A przy okazji po raz kolejny udowodnić nawet najbardziej opieszałym do zaangażowania społecznego ludziom, że dopiero pomagając drugiemu, czujemy, że żyjemy.

Czapki z głów dla pomysłodawcy, inicjatorów i wszystkich koordynatorów za tak świetną organizację przynoszącą co roku piękne owoce - tysiące uśmiechów i morze radości - pomagających i tych wspieranych.