poniedziałek, 13 stycznia 2014

Chrześciajańska nienawiść

Tytuł brzmi jak oksymoron, nieprawdaż? Ale to rzeczywistość, którą od paru lat przeżywamy tu, w Polsce. Kraju katolików albo choćby chrześcijan, z początkiem roku.
Co roku ten sam festiwal nienawiści mieniących się przymiotnikiem katolicki lub chrześcijańskich mediów wobec WOŚP i pana Owsiaka. Za to, że głośniej gra niż Caritas, że mniej robi niż niejedna przykościelna organizacja. Jak on śmie?!

Nie, wcale chrześcijańskie tygodniki, katolickie portale itp. instytucje nazywające się dziennikarskimi nie muszą włączać się w chór peanów na cześć Owsiaka i robić z niego boga dobroczynności. Sam zresztą zainteresowany tego nie oczekuje, jak mniemam. Nie muszą - w swojej ślepocie - dostrzegać nawet grama dobroci, jaki wypłynął przez 20 lat działalności armii ludzi pod szyldem WOŚP. Ale niech choćby przestały pluć i doszukiwać się drugiego, trzeciego czy entego dna akcji, która - ku zaskoczeniu samego inicjatora - tak się rozbuchała i żyje własnym życiem... ratując - co bezsprzeczne - każdego roku wiele ludzkich istnień. Bo na razie nikomu ta akcja nie zaszkodziła, nie uderzyła w chrześcijan, Kościół czy Dekalog. Nie ma więc powodu bić w tarabany.

Chrześcijańska nienawiść to choroba tocząca nasz Kościół już dłuższy czas, nie tylko wobec WOŚP. Szkoda, że biskupi tak mało miejsca poświęcają jej w swoim nauczaniu i postawach, przypominając o tym, że chrześcijańska postawa to miłość bliźniego - bez względu na to, ile milionów pozbiera na akcje dobroczynne, ile czasu ekranowego wypełni czy ilu ludziom zawróci w głowie. Czyżby to kwestia zbyt niskiej rangi (ewangelicznej!), by mieli się nią zajmować następcy apostołów? Fakt, to nie to co... gender.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz