środa, 8 stycznia 2014

Opowieść o świętości

Od czasu lektury "Świadectwa" kard. Stanisława Dziwisza intuicja podpowiadała mi, by trzymać się z daleka czy to od książkowych, czy to od filmowych dzieł o naszym rodaku papieżu (jedyny chlubny wyjątek "Szukałem Was"). Ale logo wydawnictwa Znak oraz nazwisko dobrej dziennikarki Brygidy Grysiak sprawiło, że z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po "Miejsce dla każdego. Opowieść o świętości Jana Pawła II".

Czy fakt świętości oznacza, że książki o wielkim i miłowanym człowieku trzeba pisać na klęczkach lub co najmniej w postawie uniżenia? Czy pisanie o świętości nakazuje ograniczyć słownictwo do "z zachwytem", "z czułością", "troskliwie" i... ckliwie? Podzielam zachwyt Jana Pawła II nad pięknymi, zwłaszcza polskimi tradycjami związanymi z Bożym Narodzeniem, rozumiem jego tęsknotę z Watykanu za polskością, ale czy naprawdę przez pół książki trzeba powtarzać 1/ zachwyt papieża nad szopkami, 2/ miłość do polskich kolęd, 3/ przywiązanie do góralskiej tradycji i kultury? Mam wrażenie, że każdy rozdział książki prowadził inny redaktor, bo niemożliwe, by jeden redaktor przepuścił tak liczne powtórzenia! (No chyba że wydawnictwo nałożyło zbyt wysoką objętość i... nie było o czym pisać). Czy papieski List do dzieci to jedyna publikacja, która coś mówi o świętości Karola Wojtyły albo o jego pontyfikacie? Takie wrażenie może odnieść czytelnik.

Ilekroć patrzę na obwoluty polskich książek o Janie Pawle II, tylekroć utwierdzam się w przekonaniu, że lepiej czytać dzieła i publikacje papieża niż czytać o nim. I zastanawiam się, ile lat minie, nim doczekamy jakiejś "normalnej" książki o papieżu - człowieku, kapłanie, ale i urzędniku, pisarzu. Obiektywnej, czyli również krytycznej. No chyba że zajmie się tym jakiś protestant. ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz