wtorek, 20 grudnia 2016

Top 10 okołoświątecznych utworów

Choć wokół rozlegają się dźwięki piosenek z dzwoneczkami, ja postanowiłam w tym roku stworzyć swoją listę przebojów - polskich. Oczywiście nie uwzględniam w nim tradycyjnych kolęd, ponieważ kolędy polskie są najpiękniejsze na świecie i nie ma sensu robić z nich top 10. Tutaj więc wariacje wokół świątecznych utworów.


1. Mój faworyt od paru lat – o Bożym Narodzeniu z przymrużeniem oka. W jazzowym klimacie:
"Bambino Jazzu", Dorota Miśkieiwcz i Artur Andrus



2. Nowość – ale z uwagi na bieżące odniesienia uplasowałabym to wysoko:
„Kolęda dla tęczowego Boga”, Grzegorz Turnau i Magda Umer



3. Klasyka – kolędy autorstwa Zbigniewa Preisnera, a w śród nich te absolutnie najpiękniejsze (słowa i muzyka)
"Kolęda dla Piotra" (Zbigniew Preisner)




4. cd. klasyki "Kolęda dla nieobecnych", Beata Rybotycka, Zbigniew Preisner



5. "Całą noc padał śnieg" (Beata Rybotycka) - również autorstwa Zbigneiwa Preisnera



6. Hit sprzed lat, ale ponadczasowy. Zakochana od lat w musicalu „Metro”, przed świętami tym bardziej słucham tego utworu: „Uciekali”, w wykonaniu Studia Buffo.



7. Jeśli pastorałka „Oj maluśki, maluśki”, to tylko w wykonaniu prawdziwego mistrza – Zbigniewa Wodeckiego. Niestety jakość nagrania pozostawia do życzenia. Mistrzowi towarzyszą Alicja Majewska i Halina Frąckowiak.




8. Mela Koteluk, "Będzie kolęda" z trójkowej płyty "Święta Bez Granic 2013"



9. Z sympatii do Kuby Badacha: TGD i Kuba Badach "Mario, czy już wiesz?" (Mary Did You Know?)




10. Kabaretowo (Mechanik), coś co nuce co roku: „Tak lubię święta, choć są tylko raz do roku”

http://w20.wrzuta.pl/audio/4z53maub6DZ/mechanik_-_tak_lubie_swieta


Dodatkowo, poza ujęciem TOP10, wyjątkowe – dla mnie wykonania dwóch najpiękniejszych kolęd.

Wojtek Mazolewski Quintet, "Bóg się rodzi"



Włodek Pawlik, "Cicha noc"



PS Wtajemniczeni - czyli wierni słuchacze radiowej Trójki - zapewne szybko odnaleźli wspólny mianownik większości utworów - to coroczna charytatywna akcja "Święta bez granic" - to na jej cele powstała większość utworów. I chwała artystom i rozgłośni za to!




środa, 14 grudnia 2016

Aleppo

Ten wiersz i tekst dają do myślenia. I co z tego?


W chwili, gdy strzepujesz pyłek,
jesz posiłek, sadzasz tyłek
na kanapie, łykasz wino -
ludzie giną.

W miastach o dziwacznych nazwach
grad ołowiu, grzmot żelaza:
nieświadomi, co ich winą,
ludzie giną.

W wioskach, których nie wyśledzi
wzrok - bez krzyku, bez spowiedzi,
bez żegnania się z rodziną
ludzie giną.

Ludzie giną, gdy do urny
wrzucasz głos na nowych durni
z ich nie nową już doktryną:
"Nie tu giną". [...]


Josif Brodski Piosenka o Bośni
(przekł. Stanisław Barańczak)


Pełen tekst artykułu

(Przed)świąteczne inicjatywy

Na naszym facebookowym profilu zaproponowaliśmy kilka akcji dobroczynnych, które można powiązać z przedświątecznymi przygotowaniami i zakupami.

Oto kilka pomysłów na dobry uczynek – jeszcze teraz, przed świętami:
1. Ufunduj wieczerze wigilijną dla osób samotnych, starszych – daję to jako nr 1, bo.. .trzeba się spieszyć. Wigilia już niebawem! Sprawa prosta – wpłacamy darowiznę, a Stowarzyszenie Mali Bracia Ubogich zadba o to, by jak najmniej osób siedziało wbrew własnej woli samotnie w tę Wigilię.
https://podarujwigilie.pl/

2. Fundacja Chleb dla Życia – liczne inicjatywy pomocy bezdomnym, samotnym matkom, uchodźcom s. Małgorzaty i ogromnego grona aktywnych przyjaciół: http://skarbyprababuni.pl/. Kupując, dajesz pracę osobom wykluczonym, nabywasz oryginalne produkty ręcznej i rodzimej produkcji, no i… przyczyniasz się do wzrostu dobra:).

3. FaniMani.pl – serwis, który wspiera BEZINTERESOWNIE dobroczynność. Zasada jest niewiarygodnie prosta i przejrzysta. Robiąc zakupy w serwisach współpracujących z FaniMani, a jest ich bez liku (w tym wiele, wiele znanych i obleganych serwisów internetowych: od Booking.com, przez Empik, po Zelando), możemy wybrać szczytny cel, na jaki te serwisy/ sklepy przekażą darowiznę – czasem to 1%, czasem więcej. Ale nas to nic nie kosztuje! Tylko prostą i szybką rejestrację. Specjalna nakładka na stosowaną przeglądarkę internetową poinformuje nas, jeśli dany sklep odwiedzany przez nas, współpracuje z FaniMani. Wystarczy kliknąć, a potem odebrać mail, że dzięki naszym zakupom parę złotych wpłynie na konto danej fundacji, stowarzyszenia itp. Warto kupować w sklepach i serwisach, które dzielą się swoimi przychodami! Zatem kliknij w www.fanimani.pl

4. Szereg możliwości podjęcia całorocznego (lub wieloletniego) systematycznego wsparcia:

UNICEF – program fundujący szczepionki i lekarstwa dla dzieci w krajach Trzeciego Świata – 35 zł miesięcznie (oby jak najdłużej): www.unicef.pl/UNICEF365
Fundacja Dobra Fabryka – propozycje przeróżne – od wpłat po 5 zł po zakupy rękodzieła z Afryki: dobroczynne24.pl
Caritas – Rodzina Rodzinie – pomoc dla syryjskich rodzin rodzinarodzinie.caritas.pl
Polska Akcja Humanitarna niosąca pomoc w Syrii. Można pomóc: www.pah.org.pl

środa, 7 grudnia 2016

Szczęśliwe życie - dla innych

Kto zna s. Małgorzatę Chmielewską, jej działalność i dzieła, nie będzie zanadto zaskoczony po lekturze najnowszej książki z siostry udziałem "Sposób na (cholernie) szczęśliwe życie" (rozmowa Błażeja Strzelczyka i Piotra Żyłki z s. Małgorzatą Chmielewską). Ale kto wie niewiele, ten przeczyta na pewno z zainteresowaniem.

Lektura obowiązkowa dla wszystkich zniechęconych instytucjonalną twarzą naszego Kościoła, dla osób ze znużeniem słuchających oderwanych od rzeczywistości kazań, zniechęconych biernością Kościoła wobec uchodźców lub innych palących kwestii miłosierdzia, dla osób szukających przykładów takich osób, które Ewangelią żyją na co dzień i nie robią z tego wielkiego "halo". To książka, która ściąga nie tylko chrześcijan na ziemię, każe stąpać po niej pewnym krokiem i trzeźwym wzrokiem zwracać uwagę na bliźniego - zwłaszcza tego słabszego, w gorszej od nas sytuacji.

Siostra Małgorzata jak zwykle cierpliwie pokazuje oblicze biedy, często dosadnie, choć oczywiście z miłością względem drugiego człowieka. I tą miłością zaraża. Miłością zrodzoną z pełnego oddania się Jezusowi Chrystusowi.
Właściciwe na każde zadane pytanie s. Chmielewska odpowiada jakimś przykładem z życia swojego lub wspólnot, które założyła i zakłada z gronem takich samych Bożych szaleńców. Albo treścią Ewangelii, co w przypadku tej osoby najczęściej jest tożsame. Nie wymądrza się, choć czasem cytuje świętych i błogosławionych lub podaje ich przykład życia; nie intelektualizuje, choć przywołuje ważne w nauczaniu Kościoła pisma, jednak wszystko sprowadza się zawsze do Ewangelii i miłości bliźniego.

Nudne? W żadnym wypadku! Powtarzalne? Na tyle, na ile powtarzalne są ewangeliczne przypowieści i spotkania Jezusa z drugim człowiekiem. Warte lektury? Tak, jeśli chcesz się doskonalić w służbie bliźniego, otworzyć szerzej oczy, mniej teoretyzować i zabrać się do ciężkiej pracy - nad sobą i biedą tego świata. Ta książka daje kopa. Zwłaszcza tym, którzy chcą być (cholernie) szczęśliwi.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Mikołaj listy pisze

W moich czasach pisało się do św. Mikołaja i nie słyszałam w dzieciństwie, by Mikołaj odpisywał. A jesli to były jakies sfabrykowane odgórnie masowe przesyłki (bardziej reklamowe). Po prostu pod choinką znajdywało się to i owo z tej listy życzeń. Dziś Mikołaj listy pisze! I wysyła - dokądkolwiek sobie zażyczymy. My - dorośli.
Od kilku lat polscy rodzice mogą korzystać ze świetnej, acz prostej inicjatywy (i biznesu jednocześnie) - serwisu listymikolaja.pl, w którym przygotowanych jest wiele szablonów listów jakoby od Mikołaja do dziecka. Najważniejsze jednak, że można zlecić wydruk i wysyłkę na adres dziecka takiego listu. Zaskoczenie - zwłaszcza u starszych dzieci - murowane. Zaskoczenie tym większe, jeśli rodzic zada sobie nieco trudu i ów szablon zacznie edytować samodzielnie, odwołując się w liście do życzeń czy zachowania dziecka. "A skąd Mikołaj wie...." będzie na pewno pytaniem numer jeden, gdy dziecko z zainteresowaniem zapozna się z treścią takiego listu - napisanego specjalnie do niego i o nim. Przy okazji to dobre narzędzie wychowawcze - list można wysłać w adwencie, dając niejako ultimatum do świąt, by dziecko zdążyło podreperować listę swoich dobrych uczynków czy zachowań. W przypadku bezradności rodziców wobec dziecięcych wybryków odwołanie się wyższej instancji - świętego od prezentów - zazwyczaj działa (choćby na krótko).

Nie wiem, kto ma więcej frajdy z tych listów - piszący je dorośli, czy czytające je dzieci. Ale to bez znaczenia :)

PS Usługa w wersji podstawowej to koszt ok. 20 zł. Serwis wysyła listy też za granicę, a że można je dowolnie edytować, nic nie stoi na przeszkodzie sklecić obcojęzyczną wersję. Można też skorzystać z wersji premium - przekazu wideo (również spersonalizowanego).

niedziela, 13 listopada 2016

Rachunek sumienia z Roku Miłosierdzia

Jak minął nam ten rok? Czy był szczególny, tak jak sobie tego życzył nasz papież? Choć Jubileusz dobiegł końca i bramy miłosierdzia zamykają się na całym świecie, to przecież nie jest to ani koniec Bożego Miłosierdzia względem nas, ani koniec okazji do okazywania tego miłosierdzia bliźnim. Jeśli czegoś nie udało nam się wbrew zachętom Kościoła uczynić, powinniśmy wciąż na nowo próbować.

Papież Franciszek przez minione 11 miesięcy w piątki składał niezapowiedziane wizyty wszędzie tam, gdzie potrzeba okazania miłosierdzia bliźnim, tak „by nikt nie czuł się pozbawiony miłości”.

I tak:
  • w styczniu odwiedził dom opieki dla ludzi starszych oraz klinikę dla osób w stanie wegetatywnym,
  • w lutym był w placówce dla wychodzących z nałogu narkomanów,
  • w marcu, w Wielki Czwartek, udał się do ośrodka dla uchodźców, gdzie odprawił mszę Wieczerzy Pańskiej,
  • w kwietniu przybył do obozu dla migrantów i uchodźców na greckiej wyspie Lesbos,
  • w maju – do ośrodka dla osób niepełnosprawnych,
  • w czerwcu odwiedził wspólnoty starszych księży i kapłanów przeżywających trudności,
  • w lipcu był na terenie dawnego hitlerowskiego obozu Auschwitz-Birkenau i w szpitalu pediatrycznym w Krakowie,
  • w sierpniu odwiedził Wspólnotę im. papieża Jana XXIII, niosącą pomoc kobietom wyzwolonym z niewoli i prostytucji,
  • we wrześniu złożył wizytę na oddziale neonatologii rzymskiego szpitala i w hospicjum,
  • w październiku odwiedził wioskę dziecięcą,
  • w listopadzie odwiedził rodziny założone przez byłych księży. (za PAP)
Co z tych uczynków i gestów nas zainspirowało?

poniedziałek, 31 października 2016

Liczy się modlitwa

Przynajmniej od czwartku, czyli kilku ostatnich dni października, wokół polskich nekropolii wzmożony ruch; zakupy, znicze, kwiaty, śmieci, sprzątanie, mycie, wywożenie, przywożenie. Dekoracje, porządki.
Ważne w naszej kulturze i tradycji.
Dla naszych zmarłych jednak nie najważniejsze. Liczy się modlitwa, również obecność w kościele. I odpusty.

W pierwszych ośmiu dniach listopada możemy uzyskać odpust zupełny, który można ofiarować za zmarłych. Przy spełnieniu zwyczajowych warunków (spowiedź sakramentalna, komunia św. i wolność od jakiegokolwiek grzechu) należy:
a/ 1 i 2 listopada nawiedzić swój kościół parafialny i odmówić w nim Ojcze nasz i Wierzę w Boga Ojca;
b/ od 1 do 8 listopada nawiedzić cmentarz grzebalny i zmówić na nim dowolną modlitwę.

A jeśli komuś odpusty kojarzą się tylko z mało chlubną praktyką średniowiecznego Kościoła i czasami Marcina Lutra, to zapraszam do lektury tego kazania.

Na 1 i 2.11

"Ballada o tym że nie giniemy"

Którzy o świcie wypłynęli
ale już nigdy nie powrócą
na fali ślad swój zostawili -
w głąb morza spada wtedy muszla
piękna jak skamieniałe usta

ci którzy szli piaszczystą drogą
ale nie doszli do okiennic
chociaż już dachy było widać -
w dzwonie powietrza mają schron

a którzy tylko osierocą
wyziębły pokój parę książek
pusty kałamarz białą kartę -

zaprawdę nie umarli cali
szept ich przez chaszcze idzie tapet
w suficie płaska głowa mieszka

z powietrza wody wapna ziem
zrobiono raj ich anioł wiatru
rozetrze ciało w dłoni
będą
po łąkach nieść się tego świata


Zbigniew Herbert

fot. JB

Najmniej empatyczny naród świata?

Tak, to m.in. o Polakach. Plasujemy się tuż przed Litwą, Wenezuelą i Estonią na mało chlubnym 60. miejscu wśród 63 badanych pod kątem empatyczności krajów z całego świata.

Pod kierunkiem trzech amerykańskich profesorów Williama J. Chopika (Michigan State University, East Lansing), Eda O’Brien (University of Chicago) i Sary H. Konrath (Indiana University) wykonano badania 104,365 osób dorosłych z 63 krajów, w których zapytano o empatię. Oczywiście nie wprost, lecz zadając sporo pytań na temat ich stosunku do drugiego człowieka, współodczuwania, litości, zaangażowania w sprawy drugiego, wolontariat, działania zespołowe, dobroczynność oraz zadowolenie ze swojego życia.
Na potrzeby badań empatię zdefiniowano jako skłonność do psychologicznego wczucia się w czyjeś uczucie i perspektywę. Zatem tak, jak to definiują również polskie słowniki. Ten pod red. prof. W. Doroszewskiego mówi o empatii jako o „uczuciowym utożsamiania się z inną osobą i wywoływanie w sobie uczucia, które ona przeżywa. To zdolność rozumienia reakcji uczuciowych innych”. Ten nowszy mówi po prostu o „wczuwaniu się w stan wewnętrzny drugiej osoby”.
Na uznanie zasługuje fakt, że to pierwsze na taką skalę przeprowadzone badania tego typu, ich autorzy jednakże zastrzegają od razu ograniczenia z tym związane. Podstawowym jest fakt, że badanie prowadzono we wszystkich krajach wyłącznie w języku angielskim. Oznacza to, że wyniki dla danego kraju trzeba utożsamiać z anglojęzyczną grupą tego kraju, a nie przeciętnym obywatelem. Przeciętny Polak (ale i Bułgar, Litwin itd.) nie wypełniłby pełnego zawiłych pytań kwestionariusza w języku angielskim. Tyle że Ekwadorczyk pewnie też nie… Tyle na naszą obronę.

A kto jest w czołówce owego nowo powstałego rankingu?
1. Ekwador
2. Arabia Saudyjska
3. Peru
4. Dania
5. Zjednoczone Emiraty Arabskie
6. Korea
7. USA
8. Tajwan
9. Kostarykca
10. Kuwejt

Wysoko plasują się także Niemcy, Włosi, Grecy, Kanadyjczycy, Meksykanie, co pokazuje powyższa mapa (jej większa wersja tutaj).

Na pierwszy rzut oka trudno znaleźć wspólny mianownik dla krajów o najwyższej empatii – nie jest nimi stan posiadania (czy PKB), nie jest nimi kryterium przyjmowania uchodźców (kraje ratujące uciekinierów z Morza Śródziemnego nie są w tej ścisłej czołówce, choć blisko). Naukowcy wskazują na to, że empatia idzie w parze z zachowaniami prospołecznymi, jak umiejętność zespołowego działania, zawiązywania grup społecznych, dążenia do zgody, zadowolenia z własnego życia. Nazwali te kraje jako „kolektywistyczne”. Bardzo niski wynik krajów Bloku Wschodniego zdaje się potwierdzać te tezy – tylko patrząc przez pryzmat frekwencji na osiedlowych zebraniach, aktywności pro publico bono w parafii czy szkołach, możemy w Polsce zaobserwować, że jeszcze wciąż, mimo akcyjności w działaniach charytatywnych, bardziej interesujemy się czubkiem własnego nosa niż potrzebami ludzi obok, z którymi dzielimy podwórko na osiedlu, a nasze dzieci klasę czy ławkę w kościele.

Badanie badaniem. Można zarzucić mu jeszcze wiele braków i uogólnień, jeśli jednak przywołać badania, o których pisałam przed rokiem – nt. dobroczynności i wolontariatu, w którym Polska też była na szarym końcu, to warto potraktować owe wyniki jako motywujący pstryczek w nos. W czubek tego nosa, w który tak na co dzień jesteśmy zapatrzeni.

niedziela, 30 października 2016

Czemu zacheuszki?

W związku z przypadającą dziś w zwykłych kościołach uroczystością poświęcenia własnego kościoła (święto wszak nie dotyczy np. katedr) w kościele zapala się zacheuszki. To zwyczajowe określenie krzyży lub świeczników apostolskich - miejsc namaszczonych przez biskupa podczas święcenia danego kościoła. Do czasu Soboru Watykańskiego II umieszczano 12 (tylu, ilu apostołów) takich krzyży lub klocków/ płytek na ścianie (malowanych na ścianie, rzeźbionych lub przytwierdzonych do ściany) święconego kościoła, dodatkowo opatrując je świecznikami (dziś również lampkami). Po reformach soboru liczbę owych znaków w nowo budowanych świątyniach zredukowano do 4 lub 6.

Co ciekawe, tradycja ta (przynajmniej jak głosi Wikipedia, powołując się na literaturę fachową), wywodzi się z niestosowanego już, a więc nam nieznanego, rytu starogalilejskiego litugrii kościelnej. Nazwa zaś mówi sama za siebie - pochodzi od Zacheusza, biblijnej postaci celnika, który po tym, jak wspiął się na drzewo, by zobaczyć Jezusa, przyjął Go u siebie w domu. Pan Bóg, w osobie Jezusa, przyszedł do domu człowieka powszechnie uznawanego za grzesznika. Dlatego zacheuszki mają nam przypominać o tym, że dotąd zwykłe miejsce - budowana świątynia - jest już miejscem, które nawidził Bóg i w nim pozostał (dziś - przez stałą obecność Najświętszego Sakramentu).

Więcej i głębiej o Łukaszowej Ewangelii opowiadającej to wydarzenie w kazaniu na XXXI niedzielę zwykłą roku C.

piątek, 28 października 2016

Miasto bez pamięci

Z czym i kim kojarzony jest najczęściej współczesny Białystok?
Z ONR-em? Z ks. Międlarem? Z kliniką in vitro albo naprotechnologii? Z Sokółką i jej cudem eucharystycznym?

Ilu Polaków wie, że przed wojną to było żydowskie miasto, w którym Żydzi stanowili większość, ale nie brakowało kilku mniejszości narodowych, z Polakami na czele? Ilu ludzi wie, że Ludwik Zamennhof, twórca języka esperanto i idei porozumienia sie narodów, był białostockim Żydem? Dziś wycieczki na Podlasiu zachwycają się wielokulturowością tego zakątka. Jedynego takiego w Polsce. Nie jest już nim niestety dzisiejszy Białystok.

Reporter Marcin Kącki w swojej ubiełorocznej książce "Białystok. Biała siła, czarna pamięć" pokazuje nam maisto, które napisało swoją historię na nowo - i opłakane tego skutki. Fascynujący jest obraz społeczeństwa, który cierpi na zbiorową amnezję, który stworzyło własne tabu. Z tej historii wymazano Żydów i wiele faktów z tym związanych. Wyłania sie obraz miasta wciąż poszukującego tożsamość.

Lekturze tej książki niestety towarzyszy smutek - zapewne każdemu, kto odrobił swoje lekcje z historii. Bo jak się nie niepokoić, gdy słyszymy z rozmów Kąckiego, że mieszkajacy od 10 czy 30 lat w Białymstoku obcokrajowcy o odmiennym kolorze skóry się boją wychodzić na ulice i opuszczają miasto. Bo dla nich nie ma tam już miejsca. Jak się nie niepokoić, czytając o absurdalnych posunięciach wymiaru sprawiedliwości? Jak beznamiętnie przyglądać się takiemu zafałszowywaniu historii, w którym uczestniczy niemal całe miasto?

Polecam książkę każdemu, kto chce wiedzieć więcej i zrozumieć. Autor nie mówi nam, co mamy myśleć. Każdy myślący wyciągnie bowiem wnioski sam. Niejednoznaczne.

Polecam również tę rozmowę w studiu telewizji WTK: kliknij, by zobaczyć

PS Zainteresowanym cudem eucharystycznym w Sokółce też polecam lekturę - zwłaszcza ostatniego rozdziału. Można się zdziwić.


poniedziałek, 17 października 2016

Bieda tuż za rogiem

Z okazji Dnia Walki z Ubóstwem (17 X)

W minionym tygodniu przeczytałam na portalu Money.pl: „Aż 2,5 mln Polaków musi się utrzymać za mniej, niż wynosi minimum egzystencji”. W Polsce owo minimum przeżycia określono dla osoby dorosłej na 545,76 zł miesięcznie (w przypadku pary emerytów już tylko 413 zł na osobę). Daje to 15,46 zł dziennie. Na wszystko – od utrzymania mieszkania, przez żywność i leki, po ubiór. Jak brzmi to niedorzecznie, wiemy, wychodząc ze sklepu po jakichkolwiek zakupach dla naszych rodzin robionych w tygodniu.

O tym, że za taką kwotę nie da się wyżyć, wiadomo. Wiadomo, że każdy, kto jest w takiej biedzie, korzysta (lub korzystać powinien!) z pomocy – a to tej z urzędu (której udzielenie przy tej kwocie wcale nie jest oczywiste i nie dzieje się z automatu), a to tej nieformalnej – rodzinnej, sąsiedzkiej. Wiadomo też, że statystyki nie uwzględniają zniuansowania... Można się tłumaczyć.

Polskie PKB rośnie. Bogacimy się. Średnio, czyli jedni szybko – inni wcale. Ale smuci, że nie ubywa nam biednych, czyli osób żyjących poniżej progu egzystencjalnego minimum. Poniżej! Głowę daję, że wielu czytelników tego wpisu nie zna osobiście osób, o których w nim mowa. Ale oni są. I Rok Miłosierdzia to wystarczająca okazja, by zrobić to, o co błaga nas od kilku lat papież Franciszek – zejść ze swojej kanapy (o tym mówił podczas tegorocznych Światowych Dni Młodych), wychylić się poza własne środowisko i zobaczyć tych, którzy przeżyć muszą w miesiąc za to, co my wydajemy w kilka dni. Może ten bliźni to pan proszący o złotówkę z koszyka pod Lidlem? Może to pani wystająca całymi dniami przy wejściu do marketu (o ile nie pogoni jej ochrona)? Może to ktoś spod naszego kościoła? Może dopiero na wsi zobaczymy takie rodziny – dzięki naszym przyjaciołom, rodzinie? Rozejrzyjmy się – 2,5 mln to znacznie więcej niż kilka-kilkanaście tysięcy uchodźców, którzy rzekomo tak mieli ciążyć naszemu dobrobytowi.
Ale ci nasi biedni nie ciążą nam, bo udajemy przed sobą, że ich nie ma.

niedziela, 9 października 2016

Dziękuję. Ale się nie żegnam


Szanowni Państwo, Drodzy Czytelnicy dotychczasowego „Ja Jestem Zmartwychwstaniem”,

Dziękuję Wam za wspaniałe 10 lat - wspólnej pracy, której owocem był nasz dwutygodnik. Dziękuję zwłaszcza za Wasze wsparcie, aplauz i wszystkie podziękowania, które spływały do mnie po majowych wydarzeniach tego roku. Cieszę się, że podpisując się swoim nazwiskiem, byłam wyrazicielem opinii tak dużego grona. Wiedziałam, czym ryzykuję. Dlatego dziś przychodzi mi się pożegnać z Wami jako redaktor naczelna.

Składam Wam podziękowania, gdyż z dzisiejszych ogłoszeń parafialnych dowiedzieliście , że „Udało się znaleźć osobę, która będzie prowadziła gazetkę parafialną". Dzień wcześniej otrzymałam maila od ks. Pankiewicz, który odpisał mi na moje zapytanie (z 20 sierpnia) co z gazetą parafialną: po przemyśleniu i przemodleniu (co wymagało trochę czasu) pragnę z przykrością powiadomić, że nie widzę dalszej współpracy z Panią.

To nie ja odmówiłam współpracy z nowym proboszczem, ale po dziesięciu latach pracy, posługi na rzecz wspólnoty parafialnej nie zostałam zaproszona do współpracy przy kształtowaniu pisma parafii. Niemniej nie koniec naszego zaangażowania na rzecz Kościoła. Już dzisiaj zapraszam Was do internetowego serwisu, gdzie razem z przyjaciółmi chcemy kontynuować nasze dzieło. Zapraszam na https://sites.google.com/site/redakcjajotjotzet/home. Docelowo adres będzie bardziej przyjazny ludzkiej pamięci, ale nad tym jeszcze pracujemy. :)

sobota, 8 października 2016

Reaktywacja!

No to wracam :)

Tytułem wyjaśnienia ponad 2-letniego milczenia: tak się rozpędziliśmy z wydawaniem "Ja Jestem Zmartwychwstaniem", że nie wystarczało czasu na dodatkową działalność publicystyczną. Jednak wraz ze zmianą księdz proboszcza w naszej parafii zmieniły się okoliczności. I pozostaje pisanie bloga. Zapraszam.
Niebawem również więcej wieści.