poniedziałek, 31 października 2016

Liczy się modlitwa

Przynajmniej od czwartku, czyli kilku ostatnich dni października, wokół polskich nekropolii wzmożony ruch; zakupy, znicze, kwiaty, śmieci, sprzątanie, mycie, wywożenie, przywożenie. Dekoracje, porządki.
Ważne w naszej kulturze i tradycji.
Dla naszych zmarłych jednak nie najważniejsze. Liczy się modlitwa, również obecność w kościele. I odpusty.

W pierwszych ośmiu dniach listopada możemy uzyskać odpust zupełny, który można ofiarować za zmarłych. Przy spełnieniu zwyczajowych warunków (spowiedź sakramentalna, komunia św. i wolność od jakiegokolwiek grzechu) należy:
a/ 1 i 2 listopada nawiedzić swój kościół parafialny i odmówić w nim Ojcze nasz i Wierzę w Boga Ojca;
b/ od 1 do 8 listopada nawiedzić cmentarz grzebalny i zmówić na nim dowolną modlitwę.

A jeśli komuś odpusty kojarzą się tylko z mało chlubną praktyką średniowiecznego Kościoła i czasami Marcina Lutra, to zapraszam do lektury tego kazania.

Na 1 i 2.11

"Ballada o tym że nie giniemy"

Którzy o świcie wypłynęli
ale już nigdy nie powrócą
na fali ślad swój zostawili -
w głąb morza spada wtedy muszla
piękna jak skamieniałe usta

ci którzy szli piaszczystą drogą
ale nie doszli do okiennic
chociaż już dachy było widać -
w dzwonie powietrza mają schron

a którzy tylko osierocą
wyziębły pokój parę książek
pusty kałamarz białą kartę -

zaprawdę nie umarli cali
szept ich przez chaszcze idzie tapet
w suficie płaska głowa mieszka

z powietrza wody wapna ziem
zrobiono raj ich anioł wiatru
rozetrze ciało w dłoni
będą
po łąkach nieść się tego świata


Zbigniew Herbert

fot. JB

Najmniej empatyczny naród świata?

Tak, to m.in. o Polakach. Plasujemy się tuż przed Litwą, Wenezuelą i Estonią na mało chlubnym 60. miejscu wśród 63 badanych pod kątem empatyczności krajów z całego świata.

Pod kierunkiem trzech amerykańskich profesorów Williama J. Chopika (Michigan State University, East Lansing), Eda O’Brien (University of Chicago) i Sary H. Konrath (Indiana University) wykonano badania 104,365 osób dorosłych z 63 krajów, w których zapytano o empatię. Oczywiście nie wprost, lecz zadając sporo pytań na temat ich stosunku do drugiego człowieka, współodczuwania, litości, zaangażowania w sprawy drugiego, wolontariat, działania zespołowe, dobroczynność oraz zadowolenie ze swojego życia.
Na potrzeby badań empatię zdefiniowano jako skłonność do psychologicznego wczucia się w czyjeś uczucie i perspektywę. Zatem tak, jak to definiują również polskie słowniki. Ten pod red. prof. W. Doroszewskiego mówi o empatii jako o „uczuciowym utożsamiania się z inną osobą i wywoływanie w sobie uczucia, które ona przeżywa. To zdolność rozumienia reakcji uczuciowych innych”. Ten nowszy mówi po prostu o „wczuwaniu się w stan wewnętrzny drugiej osoby”.
Na uznanie zasługuje fakt, że to pierwsze na taką skalę przeprowadzone badania tego typu, ich autorzy jednakże zastrzegają od razu ograniczenia z tym związane. Podstawowym jest fakt, że badanie prowadzono we wszystkich krajach wyłącznie w języku angielskim. Oznacza to, że wyniki dla danego kraju trzeba utożsamiać z anglojęzyczną grupą tego kraju, a nie przeciętnym obywatelem. Przeciętny Polak (ale i Bułgar, Litwin itd.) nie wypełniłby pełnego zawiłych pytań kwestionariusza w języku angielskim. Tyle że Ekwadorczyk pewnie też nie… Tyle na naszą obronę.

A kto jest w czołówce owego nowo powstałego rankingu?
1. Ekwador
2. Arabia Saudyjska
3. Peru
4. Dania
5. Zjednoczone Emiraty Arabskie
6. Korea
7. USA
8. Tajwan
9. Kostarykca
10. Kuwejt

Wysoko plasują się także Niemcy, Włosi, Grecy, Kanadyjczycy, Meksykanie, co pokazuje powyższa mapa (jej większa wersja tutaj).

Na pierwszy rzut oka trudno znaleźć wspólny mianownik dla krajów o najwyższej empatii – nie jest nimi stan posiadania (czy PKB), nie jest nimi kryterium przyjmowania uchodźców (kraje ratujące uciekinierów z Morza Śródziemnego nie są w tej ścisłej czołówce, choć blisko). Naukowcy wskazują na to, że empatia idzie w parze z zachowaniami prospołecznymi, jak umiejętność zespołowego działania, zawiązywania grup społecznych, dążenia do zgody, zadowolenia z własnego życia. Nazwali te kraje jako „kolektywistyczne”. Bardzo niski wynik krajów Bloku Wschodniego zdaje się potwierdzać te tezy – tylko patrząc przez pryzmat frekwencji na osiedlowych zebraniach, aktywności pro publico bono w parafii czy szkołach, możemy w Polsce zaobserwować, że jeszcze wciąż, mimo akcyjności w działaniach charytatywnych, bardziej interesujemy się czubkiem własnego nosa niż potrzebami ludzi obok, z którymi dzielimy podwórko na osiedlu, a nasze dzieci klasę czy ławkę w kościele.

Badanie badaniem. Można zarzucić mu jeszcze wiele braków i uogólnień, jeśli jednak przywołać badania, o których pisałam przed rokiem – nt. dobroczynności i wolontariatu, w którym Polska też była na szarym końcu, to warto potraktować owe wyniki jako motywujący pstryczek w nos. W czubek tego nosa, w który tak na co dzień jesteśmy zapatrzeni.

niedziela, 30 października 2016

Czemu zacheuszki?

W związku z przypadającą dziś w zwykłych kościołach uroczystością poświęcenia własnego kościoła (święto wszak nie dotyczy np. katedr) w kościele zapala się zacheuszki. To zwyczajowe określenie krzyży lub świeczników apostolskich - miejsc namaszczonych przez biskupa podczas święcenia danego kościoła. Do czasu Soboru Watykańskiego II umieszczano 12 (tylu, ilu apostołów) takich krzyży lub klocków/ płytek na ścianie (malowanych na ścianie, rzeźbionych lub przytwierdzonych do ściany) święconego kościoła, dodatkowo opatrując je świecznikami (dziś również lampkami). Po reformach soboru liczbę owych znaków w nowo budowanych świątyniach zredukowano do 4 lub 6.

Co ciekawe, tradycja ta (przynajmniej jak głosi Wikipedia, powołując się na literaturę fachową), wywodzi się z niestosowanego już, a więc nam nieznanego, rytu starogalilejskiego litugrii kościelnej. Nazwa zaś mówi sama za siebie - pochodzi od Zacheusza, biblijnej postaci celnika, który po tym, jak wspiął się na drzewo, by zobaczyć Jezusa, przyjął Go u siebie w domu. Pan Bóg, w osobie Jezusa, przyszedł do domu człowieka powszechnie uznawanego za grzesznika. Dlatego zacheuszki mają nam przypominać o tym, że dotąd zwykłe miejsce - budowana świątynia - jest już miejscem, które nawidził Bóg i w nim pozostał (dziś - przez stałą obecność Najświętszego Sakramentu).

Więcej i głębiej o Łukaszowej Ewangelii opowiadającej to wydarzenie w kazaniu na XXXI niedzielę zwykłą roku C.

piątek, 28 października 2016

Miasto bez pamięci

Z czym i kim kojarzony jest najczęściej współczesny Białystok?
Z ONR-em? Z ks. Międlarem? Z kliniką in vitro albo naprotechnologii? Z Sokółką i jej cudem eucharystycznym?

Ilu Polaków wie, że przed wojną to było żydowskie miasto, w którym Żydzi stanowili większość, ale nie brakowało kilku mniejszości narodowych, z Polakami na czele? Ilu ludzi wie, że Ludwik Zamennhof, twórca języka esperanto i idei porozumienia sie narodów, był białostockim Żydem? Dziś wycieczki na Podlasiu zachwycają się wielokulturowością tego zakątka. Jedynego takiego w Polsce. Nie jest już nim niestety dzisiejszy Białystok.

Reporter Marcin Kącki w swojej ubiełorocznej książce "Białystok. Biała siła, czarna pamięć" pokazuje nam maisto, które napisało swoją historię na nowo - i opłakane tego skutki. Fascynujący jest obraz społeczeństwa, który cierpi na zbiorową amnezję, który stworzyło własne tabu. Z tej historii wymazano Żydów i wiele faktów z tym związanych. Wyłania sie obraz miasta wciąż poszukującego tożsamość.

Lekturze tej książki niestety towarzyszy smutek - zapewne każdemu, kto odrobił swoje lekcje z historii. Bo jak się nie niepokoić, gdy słyszymy z rozmów Kąckiego, że mieszkajacy od 10 czy 30 lat w Białymstoku obcokrajowcy o odmiennym kolorze skóry się boją wychodzić na ulice i opuszczają miasto. Bo dla nich nie ma tam już miejsca. Jak się nie niepokoić, czytając o absurdalnych posunięciach wymiaru sprawiedliwości? Jak beznamiętnie przyglądać się takiemu zafałszowywaniu historii, w którym uczestniczy niemal całe miasto?

Polecam książkę każdemu, kto chce wiedzieć więcej i zrozumieć. Autor nie mówi nam, co mamy myśleć. Każdy myślący wyciągnie bowiem wnioski sam. Niejednoznaczne.

Polecam również tę rozmowę w studiu telewizji WTK: kliknij, by zobaczyć

PS Zainteresowanym cudem eucharystycznym w Sokółce też polecam lekturę - zwłaszcza ostatniego rozdziału. Można się zdziwić.


poniedziałek, 17 października 2016

Bieda tuż za rogiem

Z okazji Dnia Walki z Ubóstwem (17 X)

W minionym tygodniu przeczytałam na portalu Money.pl: „Aż 2,5 mln Polaków musi się utrzymać za mniej, niż wynosi minimum egzystencji”. W Polsce owo minimum przeżycia określono dla osoby dorosłej na 545,76 zł miesięcznie (w przypadku pary emerytów już tylko 413 zł na osobę). Daje to 15,46 zł dziennie. Na wszystko – od utrzymania mieszkania, przez żywność i leki, po ubiór. Jak brzmi to niedorzecznie, wiemy, wychodząc ze sklepu po jakichkolwiek zakupach dla naszych rodzin robionych w tygodniu.

O tym, że za taką kwotę nie da się wyżyć, wiadomo. Wiadomo, że każdy, kto jest w takiej biedzie, korzysta (lub korzystać powinien!) z pomocy – a to tej z urzędu (której udzielenie przy tej kwocie wcale nie jest oczywiste i nie dzieje się z automatu), a to tej nieformalnej – rodzinnej, sąsiedzkiej. Wiadomo też, że statystyki nie uwzględniają zniuansowania... Można się tłumaczyć.

Polskie PKB rośnie. Bogacimy się. Średnio, czyli jedni szybko – inni wcale. Ale smuci, że nie ubywa nam biednych, czyli osób żyjących poniżej progu egzystencjalnego minimum. Poniżej! Głowę daję, że wielu czytelników tego wpisu nie zna osobiście osób, o których w nim mowa. Ale oni są. I Rok Miłosierdzia to wystarczająca okazja, by zrobić to, o co błaga nas od kilku lat papież Franciszek – zejść ze swojej kanapy (o tym mówił podczas tegorocznych Światowych Dni Młodych), wychylić się poza własne środowisko i zobaczyć tych, którzy przeżyć muszą w miesiąc za to, co my wydajemy w kilka dni. Może ten bliźni to pan proszący o złotówkę z koszyka pod Lidlem? Może to pani wystająca całymi dniami przy wejściu do marketu (o ile nie pogoni jej ochrona)? Może to ktoś spod naszego kościoła? Może dopiero na wsi zobaczymy takie rodziny – dzięki naszym przyjaciołom, rodzinie? Rozejrzyjmy się – 2,5 mln to znacznie więcej niż kilka-kilkanaście tysięcy uchodźców, którzy rzekomo tak mieli ciążyć naszemu dobrobytowi.
Ale ci nasi biedni nie ciążą nam, bo udajemy przed sobą, że ich nie ma.

niedziela, 9 października 2016

Dziękuję. Ale się nie żegnam


Szanowni Państwo, Drodzy Czytelnicy dotychczasowego „Ja Jestem Zmartwychwstaniem”,

Dziękuję Wam za wspaniałe 10 lat - wspólnej pracy, której owocem był nasz dwutygodnik. Dziękuję zwłaszcza za Wasze wsparcie, aplauz i wszystkie podziękowania, które spływały do mnie po majowych wydarzeniach tego roku. Cieszę się, że podpisując się swoim nazwiskiem, byłam wyrazicielem opinii tak dużego grona. Wiedziałam, czym ryzykuję. Dlatego dziś przychodzi mi się pożegnać z Wami jako redaktor naczelna.

Składam Wam podziękowania, gdyż z dzisiejszych ogłoszeń parafialnych dowiedzieliście , że „Udało się znaleźć osobę, która będzie prowadziła gazetkę parafialną". Dzień wcześniej otrzymałam maila od ks. Pankiewicz, który odpisał mi na moje zapytanie (z 20 sierpnia) co z gazetą parafialną: po przemyśleniu i przemodleniu (co wymagało trochę czasu) pragnę z przykrością powiadomić, że nie widzę dalszej współpracy z Panią.

To nie ja odmówiłam współpracy z nowym proboszczem, ale po dziesięciu latach pracy, posługi na rzecz wspólnoty parafialnej nie zostałam zaproszona do współpracy przy kształtowaniu pisma parafii. Niemniej nie koniec naszego zaangażowania na rzecz Kościoła. Już dzisiaj zapraszam Was do internetowego serwisu, gdzie razem z przyjaciółmi chcemy kontynuować nasze dzieło. Zapraszam na https://sites.google.com/site/redakcjajotjotzet/home. Docelowo adres będzie bardziej przyjazny ludzkiej pamięci, ale nad tym jeszcze pracujemy. :)

sobota, 8 października 2016

Reaktywacja!

No to wracam :)

Tytułem wyjaśnienia ponad 2-letniego milczenia: tak się rozpędziliśmy z wydawaniem "Ja Jestem Zmartwychwstaniem", że nie wystarczało czasu na dodatkową działalność publicystyczną. Jednak wraz ze zmianą księdz proboszcza w naszej parafii zmieniły się okoliczności. I pozostaje pisanie bloga. Zapraszam.
Niebawem również więcej wieści.