poniedziałek, 31 października 2016

Najmniej empatyczny naród świata?

Tak, to m.in. o Polakach. Plasujemy się tuż przed Litwą, Wenezuelą i Estonią na mało chlubnym 60. miejscu wśród 63 badanych pod kątem empatyczności krajów z całego świata.

Pod kierunkiem trzech amerykańskich profesorów Williama J. Chopika (Michigan State University, East Lansing), Eda O’Brien (University of Chicago) i Sary H. Konrath (Indiana University) wykonano badania 104,365 osób dorosłych z 63 krajów, w których zapytano o empatię. Oczywiście nie wprost, lecz zadając sporo pytań na temat ich stosunku do drugiego człowieka, współodczuwania, litości, zaangażowania w sprawy drugiego, wolontariat, działania zespołowe, dobroczynność oraz zadowolenie ze swojego życia.
Na potrzeby badań empatię zdefiniowano jako skłonność do psychologicznego wczucia się w czyjeś uczucie i perspektywę. Zatem tak, jak to definiują również polskie słowniki. Ten pod red. prof. W. Doroszewskiego mówi o empatii jako o „uczuciowym utożsamiania się z inną osobą i wywoływanie w sobie uczucia, które ona przeżywa. To zdolność rozumienia reakcji uczuciowych innych”. Ten nowszy mówi po prostu o „wczuwaniu się w stan wewnętrzny drugiej osoby”.
Na uznanie zasługuje fakt, że to pierwsze na taką skalę przeprowadzone badania tego typu, ich autorzy jednakże zastrzegają od razu ograniczenia z tym związane. Podstawowym jest fakt, że badanie prowadzono we wszystkich krajach wyłącznie w języku angielskim. Oznacza to, że wyniki dla danego kraju trzeba utożsamiać z anglojęzyczną grupą tego kraju, a nie przeciętnym obywatelem. Przeciętny Polak (ale i Bułgar, Litwin itd.) nie wypełniłby pełnego zawiłych pytań kwestionariusza w języku angielskim. Tyle że Ekwadorczyk pewnie też nie… Tyle na naszą obronę.

A kto jest w czołówce owego nowo powstałego rankingu?
1. Ekwador
2. Arabia Saudyjska
3. Peru
4. Dania
5. Zjednoczone Emiraty Arabskie
6. Korea
7. USA
8. Tajwan
9. Kostarykca
10. Kuwejt

Wysoko plasują się także Niemcy, Włosi, Grecy, Kanadyjczycy, Meksykanie, co pokazuje powyższa mapa (jej większa wersja tutaj).

Na pierwszy rzut oka trudno znaleźć wspólny mianownik dla krajów o najwyższej empatii – nie jest nimi stan posiadania (czy PKB), nie jest nimi kryterium przyjmowania uchodźców (kraje ratujące uciekinierów z Morza Śródziemnego nie są w tej ścisłej czołówce, choć blisko). Naukowcy wskazują na to, że empatia idzie w parze z zachowaniami prospołecznymi, jak umiejętność zespołowego działania, zawiązywania grup społecznych, dążenia do zgody, zadowolenia z własnego życia. Nazwali te kraje jako „kolektywistyczne”. Bardzo niski wynik krajów Bloku Wschodniego zdaje się potwierdzać te tezy – tylko patrząc przez pryzmat frekwencji na osiedlowych zebraniach, aktywności pro publico bono w parafii czy szkołach, możemy w Polsce zaobserwować, że jeszcze wciąż, mimo akcyjności w działaniach charytatywnych, bardziej interesujemy się czubkiem własnego nosa niż potrzebami ludzi obok, z którymi dzielimy podwórko na osiedlu, a nasze dzieci klasę czy ławkę w kościele.

Badanie badaniem. Można zarzucić mu jeszcze wiele braków i uogólnień, jeśli jednak przywołać badania, o których pisałam przed rokiem – nt. dobroczynności i wolontariatu, w którym Polska też była na szarym końcu, to warto potraktować owe wyniki jako motywujący pstryczek w nos. W czubek tego nosa, w który tak na co dzień jesteśmy zapatrzeni.